…gdyby głupota mogła unosić…

Niczym nie zmąconą radością radna PO sejmiku mazowieckiego Kinga Gajewska ogłosiła na swojej witrynie internetowej, że Sejmik zajął się naprotechnologią. Zgodnie z przyjętą uchwałą, sejmik zobowiązał Zarząd Województwa Mazowieckiego do podjęcia prac służących przygotowaniu programu wsparcia leczenia niepłodności mieszkańców województwa mazowieckiego metodą naprotechnologii na lata 2016-2018 oraz dofinansowania programu ze środków własnych Samorządu Województwa Mazowieckiego. Trudno oprzeć się wrażeniu, że większość radnych wojewódzkich albo nie ma żadnego pojęcia o leczeniu niepłodności albo działa pod dyktando lobby naprotechnologicznego skutecznie wmawiającego, że może być alternatywą dla procedury sztucznego zapłodnienia.

Po wielu latach dyskusji, Sejm wreszcie przyjął ustawę regulującą leczenie metodą in vitro. To oczywiście jeszcze nie znaczy, że wejdzie ona w życie. Zanim dojdzie do podpisu prezydenta musi jeszcze przejść proces legislacyjny w Senacie. Można mieć jedynie nadzieję, że Platforma zdoła zdyscyplinować swoich senatorów i więcej nie powtórzy się sytuacja jaka miała miejsce w senackiej komisji zdrowia, która chciała odrzucenia ustawy. To jeden ze sztandarowych postulatów Platformy, który wreszcie udało się zrealizować premier Ewie Kopacz. Tym bardziej dziwią działania radnych tej partii.

Jedna z nich, Kinga Gajewska, radna Sejmiku Województwa Mazowieckiego z dumą ogłosiła, że 6 lipca 2015 roku Sejmik podjął uchwałę, o zobowiązaniu Zarządu Województwa do przygotowania programu leczenia niepłodności mieszkańców województwa metodą naprotechnologii. Dodatkowo zarząd ma również przygotować informację o środkach przeznaczonych na realizację programu.

W uzasadnieniu do uchwały, która wyszła z komisji Zdrowia i Kultury Fizycznej, a której wiceprzewodniczącą jet radna Gajewska można wyczytać między innymi takie o to informacje:

„(…) Temu właśnie celowi służy naprotechnologia, która jest metodą leczenia niepłodności, opartą na wnikliwej analizie jej przyczyn i wdrażaniu przez lekarzy specjalistów stosownych procedur terapeutycznych. Co istotne, statystycznie naprotechnologia jest najskuteczniejszym sposobem leczenia niepłodności. Metoda ta nie zakłada przeprowadzania drogich zabiegów, co pozwoli na skorzystanie z dofinansowania przez wszystkie grupy społeczne, również te, które nie będą w stanie przeznaczyć na własne leczenie znacznych środków finansowych. Wobec powyższego, dofinansowanie naprotechnologii doprowadzi do poprawy poziomu usług medycznych świadczonych na lokalnym rynku osobom borykającym się z problemem niepłodności oraz przyczyni się do przyrostu naturalnego, którego wsparcie jest szczególnie istotne w świetle powszechnie występującego niżu demograficznego. Naprotechnologia daje wielu małżeństwom szansę na godziwe, skuteczne leczenie zaburzeń organicznych u podstaw ich bezpłodności.”

Można więc przyjąć, że radna Gajewska, a wraz z nią pozostali radni PO, PSL i PiS uznają, że naprotechnologia jest metodą lepszą i skuteczniejszą w leczeniu niepłodności od in vitro. Pytanie zasadnicze brzmi skąd posiadają takie informacje i na jakich danych statystycznych się opierali. Z dużą dozą prawdopodobieństwa można przyjąć, że jest to wynik całkowitej ignorancji i braku wiedzy radnych sejmiku.

Warto więc przypomnieć czym jest naprotechnologia.

Naprotechnologia (Natural Procreative Technology – Metoda naturalnej prokreacji) to metoda diagnostyki i leczenia niektórych przypadków niepłodności, która zastała opracowana w latach 90. XX w. Jej twórca, prof. Thomas Hilgers, był przekonany, że większość par, która z niewiadomych przyczyn od lat bezskutecznie stara się o dziecko, została źle zdiagnozowana. Jego zdaniem znalezienie prawdziwych przyczyn niepłodności może im umożliwić zajście w ciążę w sposób naturalny.

Naprotechnologia polega na bardzo dokładnej obserwacji kobiecego cyklu w oparciu o model Creightona. Każda para musi nauczyć się skrupulatnej obserwacji (nawet kilka razy dziennie) i zapisywania w specjalnych tabelach następujących parametrów:

  • ilość śluzu szyjkowego i jego jakość;
  • inne wydzieliny z pochwy;
  • moment owulacji;
  • intensywność krwawienia menstruacyjnego;
  • ewentualnie plamienia międzymiesiączkowych i zmienność występowania krwawienia;
  • długość cyklu i poszczególnych jego faz.

Wyniki obserwacji są przekazywane lekarzowi, który dodatkowo wykonuje badania hormonalne i ultrasonograficzne. Dopiero wówczas może postawić diagnozę, tzn. określić jaka jest przyczyna niepłodności, i opracować indywidualną formę leczenia. Może to być leczenie hormonalne, ginekologiczne lub chirurgiczne (histeroskopia, laparotomia, laparoskopia). Niekiedy wystarczy tylko zmiana stylu życia (zmiana diety, większa aktywność fizyczna, rzucenie palenia) lub współżycie w czasie wyznaczonym na moment owulacji, aby starania przyniosły oczekiwane efekty.

Pełny cykl naprotechnologiczny trwa 24 miesięce, jednak w niektórych przypadkach para może zacząć starać się o dziecko znacznie wcześniej. Moment planowanego poczęcia konsultuje się z lekarzem, który określa najbardziej sprzyjający czas do zapłodnienia w cyklu kobiety.

W większości przypadków (ok. 97 proc.) lekarz stawia prawidłową diagnozę. Nie gwarantuje to jednak wyleczenia niepłodności, a co za tym idzie – ciąży. Należy pamiętać, że naprotechnologia umożliwia wyleczenie niepłodności tylko za pomocą niewielkich zabiegów chirurgicznych, środków hormonalnych lub terapii. W związku z tym szansę na wyleczenie mają np. kobiety z zaburzeniami owulacji, endometriozą, torbielami jajników czy zaburzeniami hormonalnymi. W innych przypadkach jest nieskuteczna.

Naprotechnologia nie jest alternatywą dla in vitro. Celem naprotechnologii jest przywrócenie możliwości naturalnego poczęcia, w związku z tym nie pomoże ona parom, u których przyczyny niepłodności są niemożliwe do wyleczenia i wykluczają możliwość naturalnego zapłodnienia. W tym przypadku ratunkiem jest tylko metoda in vitro.” (www.poradnikzdrowie.pl)

Naprotechnologia nie pomoże w przypadku bezpłodności albo niepłodności, która wynika z: problemów genetycznych, defektów anatomicznych u kobiety i mężczyzny, uszkodzenia narządów rozrodczych, a co za tym idzie – ich dysfunkcji, nieodwracalnych zmian spowodowanych endometriozą czy ciężkiej niepłodności męskiej.

Niewielkim wysiłkiem radna Gajewska ale też inni radni wojewódzcy mogli więc poznać czym jest metoda naprotechnologii i po prostu nie przyjmować uchwały, która w swoim uzasadnieniu zawiera poważne błędy merytoryczne nie poparte żadnymi badaniami ani danymi.

A tak można jedynie wyrazić ubolewanie, że z jednej strony rząd kierowany przez Platformę Obywatelską przyjmuje uchwałę o in vitro z drugiej zaś jej działacze szczebla wojewódzkiego i zarazem młodzieżówki popierają rozwiązania ani nie będące alternatywą dla IVF ani nie będące skuteczną metodą leczenia niepłodności. Można się też zastanawiać jak będzie wyglądać ów program leczenia w województwie mazowieckim. Czy będzie to kupowanie sprzętu ginekologicznego, a może kalendarzyków do zapisywania temperatury w pochwie i ilości śluzu szyjkowego w danym dniu? Tym ruchem radni mazowieccy zrobili duży krok wstecz nie pomagając parom starającym się o dziecko a jedynie zadziałali skutecznie na rzecz lobby naprotechnologicznego działającego w sposób nieracjonalny, ale za to zgodny z naukami wiary.

Jest jeszcze jedno co może zastanawiać, ale też budzić uśmiech politowania. Radna Kinga Gajewska swój wpis okrasiła kilkoma zdjęciami w tym zdjęciem zapłodnienia komórki jajowej metoda in vitro. Brzmi to jak ponury żart, choć chyba należało by uznać, że to efekt braku wiedzy, doświadczenia i rozsądku. Z jednej bowiem strony radna wychwala metodę naprotechnologii z drugiej zamieszcza zdjęcie z procedury in vitro. Czy może być lepszy pokaz ignorancji?

Na koniec można jedynie sparafrazować doktora Strosmajera z serialu „Szpital na peryferiach” i dodać, że gdyby głupota mogła unosić, radna Kinga Gajewska latałaby jak gołębica.