Warto być przyzwoitym…

Słowa Władysława Bartoszewskiego niezwykle celnie pasują do sytuacji jaką wytworzyli sami politycy Platformy po Zarządzie partii podsumowującym wyniki wyborów prezydenckich. Późniejsze przeprosiny, posypywanie głowy popiołem nie zatarło bowiem złego wrażenia, że czasami lepiej niektórym politykom, zwłaszcza tym mniej błyskotliwym kneblować usta i wypuszczać tylnymi drzwiami.

Andrzej Biernat minister sportu i członek Zarządu Platformy zaraz po posiedzeniu wprost powiedział do dziennikarzy, że Platforma nie przegrała. Sztab (dodajmy: składający się z członków PO, szefem sztabu był poseł PO Robert Tyszkiewicz jednocześnie szef regionu podlaskiego Platformy) miał być – według Biernata – sztabem Bronisława Komorowskiego a nie PO. Wtórował mu drugi minister Sławomir Neumann, który wyraźnie powiedział, że „wybory przegrał Bronisław Komorowski”.

Łatwo jest wygrywać, trudniej przegrywać. Zwłaszcza z klasą. Rozumiem, że niektórym politykom Platformy trudno pogodzić się z porażką. To bolesne, zwłaszcza jeśli jeszcze w marcu kandydat PO posiadał w różnych sondażach wyborczych poparcie na poziomie ponad 60 procent. Adam Michnik w styczniu 2015 roku w programie Tomasz Lis Na żywo mówił nawet, że nie wyobraża sobie porażki urzędującego prezydenta, chyba, że ten przejedzie ciężarną zakonnicę na pasach. Podobnie myśleli zapewne sztabowcy i działacze partii rządzącej. I trudno im się dziwić. Kilka miesięcy temu chyba nikt nie postawiłby większych pieniędzy na wygraną mało znanego europosła Andrzeja Dudy. Życie napisało jednak inny scenariusz, w którym nie wszyscy potrafią się odnaleźć.

Odcinanie się od przegranego polityka, brutalne i bez zachowania jakiejkolwiek przyzwoitości, świadczy w dużym stopniu o charakterze wypowiadających cytowane wcześniej słowa. Ale też pokazuje dziwną i niezrozumiała strategię publicznego przedstawiania porażki.

Politycy Platformy doszli najwyraźniej do wniosku, że dla wyniku jesiennych wyborów będzie miało znaczenie, iż to nie ich partia poniosła klęskę, ale kandydat Komorowski, którego jedynie i to też bez przekonania popierali.

Chciałoby się rzec nie tędy droga. Jednak trudno wyzbyć się uczucia, że Platforma zaczyna przypominać tonący Titanic, załodze którego wydaje się, że pozbycie się balstu w postaci byłego już prezydenta uratuje ich przed tragedią. Po pierwsze nie uratuje, bo to nie Komorowski jest winny za kształt bieżącej polityki. On jedynie ponosi koszty rządów Donalda Tuska a teraz Ewy Kopacz i całego ich zaplecza. Po drugie, wyrzucanie w pierwszej kolejności „rodowych klejnotów” nie jest najlepszą drogą do osiągnięcia sukcesu w przyszłości. Jak tak dalej pójdzie to Platforma z Biernatem, byłym działaczem ROP i Neumannem „podróżnikiem” ani PO nie uratuje, ani nie zmieni jej oblicza. I nawet nie będzie przyzwoita.

źródło zdjęcia: tvn24.pl